zy norweskie przepisy prawne dotyczące branży budowlanej oraz branży transportowej są znacząco różne od polskich, a jeśli tak, to jakie są główne różnice?

Systemy prawne w Polsce i Norwegii wykazują bardzo wiele podobieństw. Jest zaledwie parę dziedzin prawa, które opierają się na odmiennych regułach, a należy do nich m.in. prawo budowlane. Różnic jednak nie ma zbyt wiele, a te które są, zdecydowanie nie powinny zniechęcać przedsiębiorców z UE do podejmowania inicjatywy gospodarczej w Norwegii.

Pewną osobliwością w norweskim prawie budowalnym jest to, iż co do zasady ustawowo regulowane są tylko te stosunki prawne, w których jedną ze stron jest osoba prywatna (konsument). W tym zakresie regulacje polskie i norweskie są stosunkowo podobne. Znaczne odmienności są natomiast w relacjach między przedsiębiorcami – stosunki prawne tego typu regulują w większości normy pozaustawowe wynikające z utrwalonej praktyki, orzeczeń sądowych i doktryny.

W odniesieniu do transportu – podstawowa różnica polega na tym, że transport wykonywany z UE do Norwegii będzie miał charakter transportu międzynarodowego, a nie wewnątrzwspólnotowego. Kwestia ta będzie miała liczne konsekwencje na wielu płaszczyznach – w prawie podatkowym, uznawaniu uprawnień kierowców, czy też wielu szczegółowych normach technicznych, np. dotyczących dopuszczalnych nacisków na osie. Jeśli przykładowo, dana firma transportowa wysyła ładunek transportem samochodowym z Polski do Norwegii, to mimo iż przewoźnik będzie spełniał normy dla przewozu ładunku przejeżdżając przez Polskę i Szwecję, to okazuje się często, że nie będą spełnione normy norweskie.

Na jakie „pułapki” legislacyjne są narażeni polscy przedsiębiorcy? Z jakimi problemami najczęściej przychodzą do Pana Polacy?

W kontaktach budowlanych bardzo często znajdują się odesłania do tzw. standardów norweskich. Rzeczone standardy norweskie są pozaustawowymi zbiorami norm, które wiążą strony, jeśli dana umowa do nich odsyła. To, do jakiego standardu umowa odsyła, ma z reguły ogromne znaczenie dla odpowiedzialności stron umowy. Zdarza się, że firmy zawierają umowy w przeświadczeniu, że są generalnym wykonawcą albo głównym wykonawcą, zaś w rzeczywistości, poprzez ustalenie standardu dla totalnego wykonawstwa, są totalnym wykonawcą (realizatorem), ponoszącym odpowiedzialność także za koncepcję całego projektu i założenia projektowe.

Firmy wchodzące na norweski rynek budowlany, a niekorzystające ze wsparcia, czy to innych firm budowlanych, czy też firm konsultingowo-doradczych, ewentualnie wsparcia prawnego, dość szybko przekonują się, że wykonywanie robót zaczyna przypominać poruszanie się po polu minowym. Nawet wymagania, które będą oczywiste dla firmy dłużej działającej w Norwegii, np. odnośnie norm w pomieszczeniach higieniczno-sanitarnych, bywają zaskoczeniem dla firm dopiero wchodzących na rynek.

Niebezpieczeństwa wynikają stąd, że Norwegia stosuje własne normy techniczne, które bywają odmienne od norm obowiązujących w UE. O ile przedsiębiorca wykonujący roboty budowlane w Polsce i posługujący się swoją normą krajową ma pewność, że wypełniając jej postanowienia spełnia jednocześnie postanowienia norm pozostałych krajów UE i EFTA, to tej pewności nie ma już ten sam przedsiębiorca w odniesieniu do Norwegii.

Przedsiębiorcom mającym siedziby w UE, a zaczynającym świadczyć usługi w Norwegii, umyka niekiedy obowiązek rejestracji w Norwegii oddziału zagranicznego. W konsekwencji, często działając w dobrej wierze, odprowadzają podatki w kraju pochodzenia, zamiast w Norwegii jako kraju, gdzie wykonywane są usługi.

Norwegia wydaje się krajem niezwykle stanowczym w kontaktach urzędniczych. Czy rzeczywiście tak jest, że przedsiębiorca zagraniczny nie może liczyć na żadną przychylność urzędniczą w przypadku np. niedopełnienia formalności?

Jedną z narodowych cech Norwegów jest krytycyzm wobec siebie. Znajduje to również przełożenie na funkcjonowanie aparatu urzędniczego – od urzędów celnych, urzędów pracy po norweski sanepid. Niejednokrotnie w sprawach administracyjnych w Norwegii organ prowadzący sprawę daje odczuć, że nie jest nieomylny. W Norwegii jest utarte niepisane prawo do popełniania błędów. Jeśli przedsiębiorca nie dopełni np. jakichś formalności, daje się mu często szansę na naprawienie błędów.

Jeśli porównywać działanie polskich i norweskich organów administracji, to moim zdaniem Norwegia wypadnie korzystniej w wielu istotnych dla przedsiębiorcy kwestiach: w podejściu do przedsiębiorcy i kontakcie z nim, transparentności przepisów. W Norwegii np. nie ma tak silnie ukutego mitu nieprzyjaznego urzędu podatkowego, traktującego firmy podejrzliwie, jaki to obraz utarł się w Polsce. Norweski urząd skarbowy jest otwarty na dialog, komunikację na e-mail.

Które przepisy lokalnego prawa bądź rozwiązania legislacyjne najchętniej chciałby Pan implementować do Polski?

Za sprawą różnych norm technicznych, jakie są stosowane w branży budowlanej w Norwegii i UE, nie sposób odpowiedzieć na pytanie, które z rozwiązań są lepsze – są one po prostu inne, co nie znaczy, że jedne muszą być lepsze od drugich. W kwestiach pośrednio powiązanych z prawem budowlanym jest w Norwegii z pewnością wiele rozwiązań, które w mojej ocenie zasługują na uwagę – np. brak formy aktu notarialnego dla nabycia nieruchomości, księgi wieczyste prowadzone przez organ administracji a nie sąd, rozwiązywanie sporów powszechnie poprzez ugody, obowiązek poręczania gwarancjami bankowymi przy realizacji większości projektów budowalnych.