ak wiadomo, Pani pasja do transportu kształtowała się już od czasów szkoły średniej, ale w jaki sposób trafiła Pani za kółko pojazdów wielkogabarytowych?

Gabaryty przyszły mi całkiem naturalnie, jako kolejny etap rozwoju w zawodzie kierowcy. Swoją karierę kierowcy rozpoczęłam w wielkiej firmie międzynarodowej, dzięki czemu miałam możliwość przechodzenia między różnymi jej działami i ciągłej nauki. W ciągu 3 lat jeździłam naczepą typu „firanka” z ładunkami ciężkimi czy ADRami, chłodnią z ładunkami o bardzo wysokiej jakości oraz naczepą specjalistyczną przystosowaną pod palety lotnicze. Przeszłam przez wszystkie departamenty firmy, które mnie interesowały, przejechałam większą część Europy i poczułam, że stoję w miejscu i to jest czas na następny krok. Zaczęłam rozglądać się za firmą w Skandynawii, ponieważ chciałam nauczyć się jazdy w ciężkich warunkach. I wtedy właśnie przyszła propozycja pracy na gabarytach. Początki były trudne, bo musiałam się nauczyć bardzo dużo rzeczy – od zabezpieczania ładunków łańcuchami, przez plandekowanie, po poznanie zezwoleń i przepisów związanych z transportem ponadnormatywnym. Na gabarytach zaczęłam pracować zimą, więc było ciężko, ale ja lubię, gdy jest ciężko. Wiedziałam, że jeżeli się sprawdzę, to mam szansę przejść z małej naczepy rozciąganej tylko o 6 m na naczepę typu telesattel rozciąganą o dodatkowe 35 m. I tak się też stało. W czerwcu 2015 roku przewiozłam swoje pierwsze "śmigło". Potem były kolejne dłuższe 62 m, a w kwietniu tego roku przewiozłam swoje setne śmigło. Uwielbiałam tę pracę, ale przyszedł czas na kolejny krok w karierze.

Czy w obecnej pracy jako zawodowy kierowca tirów korzysta Pani z rozwiązań technologicznych i czy rzeczywiście ułatwiają one długodystansowe trasy?

Tak, jak najbardziej. Nigdy się tego po sobie nie spodziewałam, ale jestem gadżeciarą, tak więc używam wszystkiego, co tylko ułatwia i usprawnia pracę – przez nawigację dla ciężarówek z systemem informacji o korkach, przez karty flotowe, rejestrator jazdy, po aplikację z parkingami dla ciężarówek oznaczanymi przez samych kierowców. Oczywiście, te wszystkie rzeczy bardzo ułatwiają pracę, pomagają w szukaniu wolnego bezpiecznego parkingu z odpowiednimi usługami i generalnie pomagają sprawniej poruszać się po świecie transportu.

A jak zapatruje się Pani na ekologiczne rozwiązania i czy trend w samochodach ciężarowych tego typu produktów wzrasta?

Jeśli mam być szczera, to jestem osobą, która lubi nacisnąć na gaz i blokowanie ciężarówek na 85km/h czy 80km/h doprowadza mnie do szału za kierownicą. Jestem zdania, że w wielu warunkach takie rozwiązanie wcale nie obniża spalania. Teraz, gdy jeżdżę po Ameryce Płn. ciężarówką z prędkością 105km/h z pełną odpowiedzialnością twierdzę, że wolniejsza jazda o wiele bardziej męczy kierowcę. Z drugiej strony jednak rozumiem, że musimy dbać o przyrodę i robić wszystko, by jak najbardziej oczyścić spaliny i ograniczyć emisję CO2. Gdy widzę tyle 'kopcących' ciężarówek jeżdżących tutaj po Ameryce, czy też ciężarówki bez ogrzewania stacjonarnego, przez co kierowca przez całą noc śpi przy odpalonym silniku (to tyczy się też mojej ciężarówki) myślę sobie, że Europa genialnie sobie radzi i gdyby reszta świata brała z nas przykład, byłoby już naprawdę dobrze. Co oczywiście nie oznacza, że powinniśmy osiadać na laurach i przestać szukać nowych rozwiązań.

Patrząc na Pani międzynarodowe doświadczenie, jak jest z bezpieczeństwem jazdy kierowców ciężarówek na długich dystansach? Wiadomo, że drogi międzykrajowe czasami prowadzą przez mniejsze miejscowości, gdzie trzeba zachować ostrożność w stosunku do pieszych.

Myślę, że styl jazdy kierowcy w dużym stopniu zależy od wysokości kar za przekroczenia drogowe. Kierowcy wiedzą, w których krajach panuje zasada 'zero tolerancji', mandaty są wysokie, służby drogowe pozwalają sobie sprawdzić prędkość jazdy w trasie w tachografie, a gdzie można pozwolić sobie na trochę więcej. Co więcej, wydaje mi się, że w długiej trasie kierowca ma większe pole manewru co do planowania trasy i ewentualnego nadrabiania czasu, jest bardziej zrelaksowany, przez co też ma lepszą percepcję niż kierowca 'miastowy', który przepina naczepy, działa pod większą presją czasu i, co ważne, jeździ po tym samym dobrze znanym terenie, co jak wiadomo w takich warunkach obniża czujność.

Czy Pani koleżanki po fachu równie dobrze radzą sobie w tej specyficznej branży?

Myślę, że każda z kobiet ma swoją niezwykłą historię wejścia do tego zawodu. Jestem przekonana, że każda z nas spotkała się z wielkim zdziwieniem i tymi samymi pytaniami już na etapie kursu na prawo jazdy. Potem w trasie i w co trzeciej firmie przy okazji załadunku czy rozładunku. Myślę, że nasze pokolenie kobiet kierowców kształtuje podejście ludzi do tej sprawy już na przyszłe pokolenia. Kobiety w transporcie były już nawet w latach 70tych, gdy ta praca była bardzo ciężka fizycznie. Ale teraz jesteśmy w takiej liczbie, że nie da się już tego nie zauważyć i trzeba sobie wyrobić na ten temat zdanie.