am pewien wewnętrzny dylemat. Z jednej strony upominam się o większe pieniądze dla kolei, co jest jak najbardziej zgodne z priorytetami UE przerzucenia sporej części ładunków z dróg na m.in. kolej właśnie, ale z drugiej, kiedy już te pieniądze są, martwić się trzeba czy kolej je rozsądnie wyda. Lata dziewięćdziesiąte nie służyły inwestycjom w infrastrukturę. Przełom nastąpił wraz z członkostwem w UE. Wtedy też pojawiła się nierównowaga w wydatkach na drogi i kolej wbrew zalecanym przez Unię proporcjom 60:40. Polska tłumaczyła ją tym, że autostrad i ekspresówek nie mamy wcale, a po liniach kolejowych, choć są w opłakanym stanie, da się jeszcze jeździć.

Dróg krajowych i linii kolejowych mamy mniej więcej tyle samo – po ok. 19 tys. km. W latach 1995-2016 na inwestycje drogowe wydaliśmy 204 mld, a na kolejowe 54 mld zł. Drogi bez problemu dostały od ustępującego rządu E. Kopacz wieloletni program ich utrzymania, wart 47 mld zł. Kolej skromniejszego programu, bo w wysokości 38 mld zł., nie ma do dziś. To sprawia, że przewóz ładunku koleją jest mało atrakcyjny. Prędkość nie powala – 27 km/h dla pociągu towarowego wobec średniej prędkości samochodu ciężarowego 66 km/h. Za tę marną jakość kolejarze muszą pobierać jedne z najwyższych w Europie opłat. Stawki w systemie viaTOLL, który obejmuje tylko 3,3 tys. km dróg należą zaś do najniższych. Każdy zatem nowy ładunek, który „wyprodukuje” gospodarka trafia na przeciążone drogi.

Skąd ta nierównowaga się bierze? To efekt rosnącego dla gospodarki znaczenia transportu drogowego, co stwarza zaklęty krąg coraz wyższych wydatków, zdecydowanie mocniejszego lobbingu branży drogowej oraz oczekiwań społecznych. Mało kto protestuje przeciwko zamykaniu połączeń kolejowych, nie mówiąc już o walce o budowę nowych linii, podczas gdy projekty drogowe budzą nieustanne zainteresowanie ludzi, co nie powinno zresztą dziwić, gdy popatrzymy na statystyki rokrocznie rejestrowanych samochodów. Wracając zaś do gospodarki, transport drogowy zarobkowy daje pracę milionowi ludzi, tak bezpośrednio jak i otoczeniu, magazynach, spedycji etc. Wytwarza 10 proc. PKB i 83 mld przychodów w branży. Kolej towarowa wygląda na tym tle skromnie – 40 tys. zatrudnionych, 0,8 proc. PKB i niecałe 8 mld przychodów.

Studzę w związku z tym zapał kolegów z branży kolejowej, żeby zmusić rządzących do wzrostu obciążeń konkurencji drogowej. Należy raczej wyrównywać szanse kolei poprzez zwiększenie roli Państwa w kosztach utrzymania infrastruktury kolejowej, co pozwoliłoby przewoźnikom zmniejszyć stawki za przewóz towarów koleją. Nie bez znaczenia jest także powodzenie zadań inwestycyjnych, które w bieżącej perspektywie finansowej UE mocno nastawione są na szlaki dla pociągów towarowych. Dzięki temu Polska mogłaby się pozbyć wspomnianej wstydliwej średniej prędkości 27 km/h. Nieco wyższej od prędkości rowerzysty.