Czy obecna sytuacja gospodarcza w strefie euro jest odpowiednim momentem na ekspansję polskich firm do krajów eurolandu?

Strefa euro doświadcza w chwili obecnej spowolnionego wzrostu powiązanego z niską inflacją. To jednak nie wpływa negatywnie na wzrost eksportu do krajów strefy. Z kryzysu Polska wyszła obronną ręką. Wynikało to z niskiego poziomu zależności gospodarki polskiej od handlu zewnętrznego. W najbliższej przyszłości sytuacja ekonomiczna będzie wciąż relatywnie pozytywna na trzech kluczowych rynkach dla polskiego eksportu: niemieckim, francuskim i czeskim – jeżeli chodzi o dobra i usługi, polski eksport wzrośnie o 8 proc. w tym roku. Eksport do krajów Unii Europejskiej, który wynosi 3/4 całości polskiego eksportu, wzrósł o 6,3 proc. (do 116,3 miliarda euro). Spowolnił się nieco, jeśli chodzi o kraje strefy euro (5,6 proc., do 78.6 miliarda euro) w porównaniu z pozostałymi krajami Unii (7,8 proc., do 37.7 mld euro).

Najbardziej istotnym czynnikiem wpływającym na polski eksport jest bliskość położenia i sąsiedzkie relacje z krajami Grupy Wyszehradzkiej i Niemcami. Warte jest zauważenia, że do krajów Europy Środkowej i Centralnej eksportujemy głównie towary, natomiast na Zachód Europy głównie usługi. Coraz bardziej dostrzegamy też atrakcyjność rynków azjatyckich. Od 2016 roku możemy oczekiwać większego zaangażowania na tym kierunku, co może zaowocować zmniejszeniem wymiany z krajami UE i rynkiem unijnym. Polski eksport wygrywa połączeniem niskich cen z dobrą jakością produktów. Coraz bardziej idziemy w kierunku wyższej jakości i innowacyjności. Trzeba więc brać pod uwagę zwiększenie nacisku na specjalizację i nakierowanie konkretnych produktów na konkretne rynki. Rynki strefy euro były zawsze dobrym miejscem do rozwijania zdolności eksportowych polskich przedsiębiorstw, ale nie możemy też stracić z oczu innych rynków, również tych poza UE, potencjalnie bardzo korzystnych pod tym względem.

Jakie są główne wyzwania i przeszkody, na jakie muszą obecnie przygotować się polskie firmy planujące wejście na te rynki?

Główne wyzwanie to przewaga konkurencyjna rynków zagranicznych. Istotną przeszkodą mogą też być bariery kulturowe, utrudniające dopasowanie produktów i strategii marketingowej do potrzeb rynków zagranicznych. Problemem jest niewątpliwie dostęp do sieci dystrybucji, posiadanie wystarczających informacji o tych rynkach i o różnicach w regulacjach prawnych.

Coraz poważniejszym wyzwaniem jest budowanie marki, traktowane jako część strategii eksportowej, mającej przynieść sukces. Brak takiej marki został oceniony przez Ministerstwo Gospodarki jako jedna z głównych przeszkód w zwiększaniu eksportu. Musimy też zrobić wszystko, aby podwyższyć konkurencyjność naszej gospodarki – a to oznacza zwiększenie nakładów na badania, rozwój i innowacyjność. Firmy potrzebują innowacyjnych rozwiązań, aby nie tylko trwać na rynku, ale też się rozwijać. Bardzo istotne dla rozwoju małej i średniej przedsiębiorczości jest, aby powstawało jak najwięcej klastrów, bo to one stanowią instytucjonalne wsparcie dla innowacyjnych projektów i generują cały łańcuch produktywności.

Nie możemy też zapominać o patentach. W Polsce zbytnio polegamy na zagranicznych patentach. Musimy stworzyć więcej powiązań pomiędzy światem naukowym i przedsiębiorcami. Jest tu wielki potencjał poszerzenia rynków eksportowych. No i ostatnia, ale nie mniej ważna kwestia – przyciąganie FDI. W tej chwili 83 proc. przedsiębiorstw obecnych na rynkach zagranicznych opiera się tylko na polskich inwestycjach. Konieczne jest tu większe otwarcie.

Nie możemy też zapominać o patentach. W Polsce zbytnio polegamy na zagranicznych patentach. Musimy stworzyć więcej powiązań pomiędzy światem naukowym i przedsiębiorcami. Jest tu wielki potencjał poszerzenia rynków eksportowych.

No i ostatnia, ale nie mniej ważna kwestia, przyciąganie FDI. W tej chwili 83 proc. przedsiębiorstw obecnych na rynkach zagranicznych opiera się tylko na polskich inwestycjach. Konieczne jest tu większe otwarcie.

W czym widzi Pani największe atuty i szanse dla polskich eksporterów, gdzie możemy budować swoją przewagę konkurencyjną?

Jeżeli chodzi o przewagę konkurencyjną w eksporcie to korzystamy teraz z przychylnych  nam kosztów wymiany i umiarkowanych kosztów pracy, mając jednocześnie relatywnie dobrze przygotowanych pracowników i elastyczny rynek pracy. Siłą napędową rozwoju w tym momencie są więc niskie płace i koszty. Struktura naszej gospodarki jest zdominowana przez niskiej i średniej jakości technicznej produkcję przemysłową. Więcej niż połowa eksportu koncentruje się na produktach wytwarzanych w sektorach gdzie przewagę mają nisko i średnio wykształceni pracownicy. Następuje jednak stopniowy zwrot w kierunku bardziej zaawansowanej technologii, rozwija się sektor IT. Największy przyrost innowacji występuje w usługach opartych na rozwiniętych, przynajmniej średnio, technologiach. A to wymaga pracowników z wyższymi kwalifikacjami. Szczególny wzrost w ostatnich latach zanotował sektor usług opartych na wiedzy.

Sektory najbardziej pro-eksportowe to przemysł elektromechaniczny (samochody, części, maszyny, sprzęt transportowy), chemia, produkty rolne (mięso, produkty mleczne, owoce i warzywa,), metalurgia, przemysł wydobywczy, drzewny i papierniczy, a także lekki (tekstylia, ceramika). W 2014 roku najważniejszymi indywidualnymi kategoriami eksportowymi były: okna i drzwi, kosmetyki, jabłka, AGD, produkty mleczne, wieprzowina, telewizory, meble i jachty.

Zgodnie z przewidywaniami, to rolnictwo oraz przemysł ciężki będą w dalszym ciągu napędzać nasz wzrost -  ten ostatni szczególnie, gdy chodzi tu o maszyny i sprzęt transportowy.

Sądzę, że nastąpi jednak zmiana w strukturze eksportu, gdy oparty na wysokich technologiach sprzęt informatyczny stopniowo będzie zastępować tradycyjne sektory eksportowe, takie jak przemysł skórzany i drzewny. To również wywoła zapotrzebowanie na pracowników z wyższymi kwalifikacjami. Nasza przewaga konkurencyjna będzie związana ze zdolnością wykształcenia takich ludzi i stworzenia konkurencyjnej struktury płacowej w tych sektorach.

Czy nadal jedynym czynnikiem, wyróżniającym polski eksport w krajach eurolandu, pozostaje kryterium ceny? Czy też możemy konkurować jakością bądź innowacyjnością?

Niska cena, jako kryterium eksportu, to cecha gospodarek nisko-rozwojowych. W świecie globalizacji opieranie strategii eksportowej na jednym czynniku, i to o bardzo małej wartości dodanej, stanowi przepis na zastój, niepewność i niekonkurencyjność. To co jest istotne to wysoka jakość, wyjątkowość danego produktu. A to związane jest z otwarciem się na sektory o wysokiej kreatywności i wartości dodanej, takich jak np. design. Istotne jest też, aby wytworzyć etos współpracy w ramach organizacji, jak też z podwykonawcami, dostawcami, raz twórczymi ludźmi zaangażowanymi w cały łańcuch od etapu projektowania, produkcji, sprzedaży, marketingu produktu, do rozwoju całej linii produktów, która świadczyć będzie o potędze i rozwoju marki.

Połączenie innowacyjności i kapitału ludzkiego powinno być wzmocniona przez to, co Prof. Jerzy Hausner nazywa „ideą marki”: „każda firma musi sama zdefiniować swoją ideę jako świadomie określony, specyficzny, proces wytwarzania wartości ekonomicznej”. To tworzy długofalową „kulturę marki”, w skład której wchodzi także społeczna odpowiedzialność danej firmy, czy całego sektora.Dół formularza

Jak oceniłaby Pani perspektywy eksportu na rynki wschodnie? Jak konflikt rosyjsko-ukraiński może wpłynąć na polski eksport na Wschód?

W sierpniu 2014 roku dotknęło nas embargo na unijne produkty żywnościowe  (które ma trwać, zgodnie z oświadczeniem rosyjskiego premiera, do sierpnia 2016 roku). Konsekwencje tego embarga nie były jednak aż tak dotkliwe, jak się obawiano. Rosja stanowi ok. 5% polskiego eksportu żywności. Sprzedajemy tam więcej elektromechaniki i produktów chemicznych. Polskie inwestycje w Rosji to kosmetyki i środki czystości, piwo, ceramika, farmaceutyki. Większość producentów żywności zareagowało na embargo przenosząc swój eksport z Rosji do krajów Europy Zachodniej, a także badając możliwości na innych rynkach, szczególnie w Azji, na Bliskim Wschodzie i w Płn. Afryce. Niektóre segmenty eksportu rolnego, poprzez Serbię czy Białoruś, były reeksportowane do Rosji. Dodatkowo polscy producenci otrzymali rekompensatę z Unii pokrywającą ich straty.

Gdy chodzi o Ukrainę- to oczywiście trwająca tam wojna spowodowała, że jest to kraj wysokiego ryzyka dla eksporterów. W pierwszym kwartale 2015 roku polski eksport obniżył się o około 30 proc. w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej. Waluta ukraińska została zdewaluowana, co czyni nasze produkty droższymi na tamtejszym rynku. Niemniej oczywiście nie należy rynku ukraińskiego spisywać na straty. Niektóre polskie produkty, takie jak żywność, środki czystości, kosmetyki, farmaceutyki, maja tam szansę. Sektory, które mogą zanotować wzrost to sektor budowlany, dóbr konsumpcyjnych i niektórych usług.

Branże powinny szczególnie zainteresować się wyjściem ze sprzedażą na rynki europejskie?

Jak już wspomniałam, Polska wyszła obronną ręką z kryzysu w porównaniu ze strefą euro. W krótkim i średnim okresie perspektywy dla polskiego eksportu są niezłe. Jeżeli chodzi o spojrzenie długofalowe, to zapewne firmy zaczną się koncentrować bardziej na rynkach pozaeuropejskich, co nie zmieni to jednak faktu, że Unia pozostanie głównym celem naszego eksportu, obejmującym ok. 72 proc. całości do roku 2020. Osiągniemy tu relatywnie duży wzrost, nawet zakładając, że wyższy będzie na rynkach wyłaniających się.

Gdy mówmy o konkretnych branżach z potencjałem „wyjściowym” na tynki europejskie, to powinniśmy mocno skoncentrować się na start-upach, jako takiej formule eksportowej, która przyszłościowo ma szanse zadomowić się na rynku europejskim.

W designie np. mogą to być krótkie serie wysokiej jakości unikalnych produktów, które spróbują „zawojować” wymagający rynek europejski. Raczej nie mamy szansy konkurować masowymi seriami niskiej jakości. Czy chcemy czy nie chcemy, sytuacja jest taka, ze musimy konkurować jakością, nowoczesnymi formami, dobrym wizualnym wyrazem przekazu jaki niesie dany produkt – czyli tą wspomnianą wcześniej „ideą” marki.

Które natomiast branże by Pani przestrzegała przed zbyt silną jeszcze konkurencją na rynku europejskim, głównie zachodnim?

Te branże, które chcą konkurować na poważnie, muszą dobrze rozeznać dany rynek, tak aby próbować przynajmniej osiągnąć w jakimś okresie efekt skali, albo właśnie skoncentrować się na produktach relatywnie niszowych, nakierowanych na „wyższą półkę” odbiorców, poprzez podkreślanie unikalności i przekazu zawartego w produkcie i w samej firmie. Kupując produkt Apple’a nie kupujemy tylko nowego typu telefonu, ale całą ideę firmy, która za nim stoi: nowoczesności, łatwości, samo-ekspresji, przyjemności estetycznej etc. Dlatego nie tyle jest istotne podejście ściśle sektorowe w rozumieniu konkurencyjności, ale raczej spojrzenie od strony formy, skali, celu zakładanego i celu możliwego. Nie wyłączałabym żadnego przejawu działalności gospodarczej z możliwości osiągnięcia pozycji faktycznej konkurencyjności.

Jak na europejskim rynku transportu, logistyki i spedycji odnajdują się polskie firmy i polscy przewoźnicy?

Ten sektor jest bardzo silny w Polsce. Jesteśmy liderem w Unii, jeżeli chodzi o międzynarodowy transport frachtowy, który stanowi 25 proc. udziału w rynku. Jednym z podstawowych problemów dla sektora przewozowego i logistycznego na rynku unijnym jest wprowadzenie przez Niemcy płacy minimalnej w wysokości 8,5 Euro za godzinę dla wszystkich kierowców przejeżdżających przez ten kraj, niezależnie od kraju początkowego. Ten wymóg został zakwestionowany przez Komisję Europejską, które jednakże nie posiada mocy sprawczej, aby zakazać tego typu regulacji. Polskie firmy będą musiały się przystosować do tej sytuacji. Dodatkowym problemem jest też wejście w życie w październiku w Niemczech opłaty przejazdowej dla tranzytu przez Niemcy ciężarówek z ładunkiem powyżej 7.5 ton. Sektor transportowy i logistyczny musi też być przygotowany na ostrą konkurencję ze strony krajów bałtyckich. Mają one znaczną przewagę konkurencyjną ze względu na to, że nie muszą się liczyć z kosztami transakcyjnymi  pomiędzy Euro i innymi walutami, gdyż nie wchodzi to już do ich kosztów operacyjnych - a to niestety ciągle jest czynnikiem ryzyka dla polskich przedsiębiorstw.

Gdzie początkujący eksporterzy powinni szukać pomocy i porad, by bezproblemowo rozpocząć ekspansję?

Naturalnymi miejscami są Wydziały Promocji i Inwestycji przy Ambasadach i Konsulatach, Izby Gospodarcze, Ministerstwo Gospodarki, firmy doradcze. Jeżeli chodzi o start-upy, to tzw. „hubs” też mogą być pomocne. Ale to i tak nie znaczy, że próby wejścia na rynki zagraniczne będą od samego początku „bezproblemowe”. Szczególnie rozliczne regulacje, różne w różnych krajach, koszty transakcyjne, inna kultura przedsiębiorczości, zawsze będą na początku stanowiły pewną barierę. Dlatego tak ważne jest wzajemne wspieranie się, czy to poprzez „hubs", zrzeszenia, czy tworzenie czegoś, co można nazwać „klastrami eksporterów”. Synergia wysiłku i wiedzy na temat potrzeb konkretnych rynków, szybkie reagowanie na zmiany – to kluczowe umiejętności, aby wejść na nowe rynki z potencjałem konkurencyjnym.